Osoba trzymająca kartę płatniczą przy zakupach online na laptopie
Źródło: Pexels | Autor: Negative Space
Rate this post

Nawigacja po artykule:

Dlaczego zakupy w zagranicznych sklepach kuszą i gdzie kryją się pułapki

Niższe ceny, większy wybór i egzotyczne marki – główne magnesy

Zakupy w zagranicznych sklepach internetowych przyciągają przede wszystkim ceną i wyborem. W wielu kategoriach – szczególnie elektronice, gadżetach, akcesoriach do telefonów, ubraniach sportowych czy kosmetykach niszowych marek – oferta sklepów z USA, Chin czy krajów Europy Zachodniej potrafi być znacznie bogatsza niż w Polsce. Dodatkowo na popularnych marketplace’ach międzynarodowych działa setki tysięcy sprzedawców, co mocno obniża ceny przez ogromną konkurencję.

Dochodzi do tego dostęp do produktów, które w Polsce są niedostępne lub dopiero będą wprowadzane. Dotyczy to szczególnie:

  • nowych modeli elektroniki (np. akcesoria do sprzętu, limitowane wersje),
  • marek modowych i streetwearowych obecnych tylko w niektórych krajach,
  • specjalistycznych narzędzi, części zamiennych, akcesoriów hobbystycznych.

Różnice cenowe bywają bardzo kuszące. Widać to zwłaszcza przy zakupach z Chin – ta sama ładowarka, kabel czy etui w polskim sklepie kosztuje kilka razy więcej niż na platformie z Azji. Jednak różnica w cenie „na ekranie” to nie wszystko. Dość szybko wchodzą w grę cło, VAT, koszty odprawy celnej, ryzyko problemów przy zwrocie czy brak jasnej gwarancji.

Zakupy w UE a spoza UE – dwie różne rzeczywistości

Z punktu widzenia konsumenta trzeba mocno odróżnić zakupy w zagranicznych sklepach zlokalizowanych wewnątrz Unii Europejskiej od tych z krajów trzecich (USA, Chiny, Wielka Brytania, Ukraina, Szwajcaria itd.). W obrębie UE działa zasada swobodnego przepływu towarów, co w praktyce oznacza:

  • brak cła w obrocie pomiędzy krajami UE,
  • VAT rozliczany „u źródła” – płacisz cenę z podatkiem kraju, gdzie jest sprzedawca (zwykle wliczony w cenę),
  • unijne przepisy chroniące konsumenta: prawo do odstąpienia od umowy, zasady reklamacji, przejrzyste informacje.

Zakupy spoza UE wyglądają zupełnie inaczej. Przy wysyłce z Chin, USA czy Wielkiej Brytanii trzeba liczyć się z:

  • możliwością naliczenia cła (w zależności od rodzaju i wartości towaru),
  • koniecznością zapłaty polskiego VAT od importu (nawet przy drobnych kwotach),
  • dodatkowymi opłatami operatorów (Poczta Polska, kurier) za odprawę celną,
  • większymi trudnościami z egzekwowaniem praw w razie sporu ze sprzedawcą.

Sam fakt, że serwis ma polską wersję językową, nie oznacza jeszcze, że jest to zakup w ramach UE. Często platforma jedynie pośredniczy, a sprzedawca i magazyn znajdują się poza Wspólnotą, co z punktu widzenia przepisów oznacza klasyczny import.

Najczęstsze rozczarowania przy zakupach zagranicznych

Pierwsze zetknięcie z zagranicznymi platformami bywa euforyczne: „to samo, tylko taniej”. Zderzenie z rzeczywistością następuje zwykle przy:

  • długim czasie dostawy – kilka tygodni, a w szczytach (np. okresy promocyjne) nawet dłużej,
  • dodatkowych opłatach – cło, VAT oraz opłaty manipulacyjne kuriera, których nie widać w momencie składania zamówienia,
  • problematycznych zwrotach – wysyłka towaru z powrotem do Chin czy USA często kosztuje więcej niż przedmiot,
  • utrudnionym kontakcie – bariera językowa, różnice stref czasowych, nieczytelna obsługa posprzedażowa,
  • różnej jakości produktów – szczególnie przy „bezimiennych” markach i bardzo tanich ofertach.

Część problemów jest efektem nieprecyzyjnych informacji po stronie platformy lub tego, że klienci nie czytają szczegółów ofert. Zdarza się, że opis „free shipping” rozumiany jest jako brak jakichkolwiek dodatkowych opłat, podczas gdy oznacza tylko brak kosztu wysyłki pobieranego przez sprzedawcę – cło i VAT to zupełnie inna historia.

Ryzyka finansowe, prawne i związane z bezpieczeństwem danych

Ryzyka przy zakupach w zagranicznych sklepach internetowych można podzielić na kilka obszarów. Pierwszy to ryzyka finansowe – sytuacje, w których ostateczny koszt okazuje się znacznie wyższy od oczekiwanego, albo gdy towar nie dochodzi, a odzyskanie pieniędzy jest trudne. Dochodzi do tego ryzyko zmiany kursu walut, prowizji banku za przewalutowanie czy dodatkowych opłat pobieranych po drodze.

Drugi obszar to ryzyka prawne. W przypadku zakupu w UE działają silne, ujednolicone przepisy chroniące konsumenta, natomiast poza UE poruszamy się w gąszczu lokalnych regulacji. Dochodzenie roszczeń przeciwko sprzedawcy z innego kontynentu w praktyce jest prawie niewykonalne dla przeciętnej osoby – stąd tak istotna staje się ochrona kupującego w ramach platformy lub banku (np. chargeback).

Trzeci obszar to bezpieczeństwo danych i płatności. Płatność kartą bezpośrednio na mało znanej stronie z zagranicy, brak szyfrowania (HTTPS), brak wiarygodnych danych firmy – to sygnały, że istnieje ryzyko wycieku danych karty, phishingu lub podwójnego obciążenia konta. Dlatego przy zakupach transgranicznych szczególne znaczenie mają pośrednicy płatności i metody dające możliwość późniejszego zakwestionowania transakcji.

Pozorna okazja, która przestaje się opłacać – krótki przykład

Przykładowa sytuacja: ktoś widzi w amerykańskim sklepie internetowym nowe słuchawki bezprzewodowe w cenie o jedną trzecią niższej niż w polskich sklepach. W koszyku widzi kwotę w dolarach, darmową wysyłkę „worldwide” i zachęcający termin dostawy. Po kilku tygodniach paczka trafia do Polski i zostaje zatrzymana do odprawy celnej. Urząd nalicza:

  • cło – według stawki dla tego typu elektroniki,
  • VAT 23% od wartości towaru powiększonej o cło i koszt wysyłki,
  • opłatę manipulacyjną pobraną przez firmę kurierską za obsługę formalności.

Po przeliczeniu okazuje się, że łączny koszt finalny zbliża się do, a czasem przekracza, cenę tych samych słuchawek kupionych legalnie w Polsce z pełną gwarancją i łatwym serwisem. Do tego dochodzi brak polskiej faktury VAT i ewentualne problemy w razie awarii. „Okazja” znika, pozostaje nauczka, że przy zakupach w zagranicznych sklepach trzeba brać pod uwagę wszystkie elementy, a nie tylko kwotę na stronie.

Osoba płaci kartą za zakupy online na laptopie
Źródło: Pexels | Autor: Ron Lach

Podstawy prawne i terytorialne: UE, kraje trzecie, Wielka Brytania i Chiny

Zakupy w ramach Unii Europejskiej – jak to działa w praktyce

Zakupy w sklepach internetowych zarejestrowanych w krajach UE (np. Niemcy, Francja, Hiszpania, Czechy) są dla polskiego konsumenta relatywnie proste. Nie ma tu klasycznego importu – towar legalnie krąży w ramach jednolitego rynku. Skutki są trzy:

  • brak cła – pomiędzy państwami członkowskimi nie stosuje się ceł,
  • VAT wliczony w cenę – płacisz podatek według stawek kraju sprzedawcy, zwykle widoczny w cenie końcowej,
  • unijna ochrona konsumencka – prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość, rękojmia, jasne obowiązki informacyjne.

Oznacza to, że jeśli kupujesz np. buty w niemieckim sklepie internetowym, przesyłka dociera bez odprawy celnej i bez dodatkowych podatków. Rozliczenie podatku pomiędzy państwami to już problem sprzedawcy, nie Twój. W razie sporu możesz korzystać z procedur przewidzianych przez prawo UE, a także z pomocy europejskich instytucji wspierających konsumentów przy zakupach transgranicznych.

Należy jednak odróżnić sklepy rzeczywiście działające w UE od tych, które tylko mają domenę .eu lub polską wersję językową, a fizycznie wysyłają towar z magazynów poza Unią. Różnicę często widać dopiero w szczegółach opisu lub w regulaminie.

Kraje trzecie – gdy zamówienie staje się importem

W przypadku zakupów z krajów poza Unią Europejską – takich jak USA, Kanada, Chiny, Australia czy Rosja – z punktu widzenia polskiego prawa dochodzi do importu towarów. Nawet jeśli kupujesz detalicznie i tylko jedną sztukę, towar przekracza granicę celną UE. Konsekwencje są następujące:

  • może zostać naliczone cło – w zależności od klasyfikacji taryfowej i wartości przesyłki,
  • musi zostać rozliczony VAT od importu – zwykle 23% w Polsce,
  • operator (poczta, kurier) może pobrać opłatę za obsługę celną,
  • kontrola może sprawdzić, czy towar nie narusza przepisów (np. podróbki, niebezpieczna elektronika, zakazane substancje).

Dodatkowo w krajach trzecich obowiązują inne przepisy konsumenckie, inne standardy rękojmi i gwarancji. Nawet jeśli sprzedawca deklaruje „12 miesięcy gwarancji”, w praktyce może być ona trudna do wykorzystania, bo odesłanie sprzętu do naprawy za granicę jest kosztowne i czasochłonne.

Wielka Brytania po Brexicie – specyficzny przypadek

Po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, zakupy z tamtejszych sklepów przestały być traktowane jak transakcje wewnątrzunijne. Z punktu widzenia Polski są to zakupy spoza UE, więc w grę wchodzą standardowe procedury importowe: cło, VAT, odprawa.

W praktyce wiele firm brytyjskich wdrożyło procedury, które mają ułatwić zakupy klientom z UE – np. pobieranie VAT z góry, jasno opisane zasady dostawy DDP (Delivered Duty Paid, czyli dostawa z opłaconymi podatkami). Trzeba jednak uważnie czytać regulaminy i opisy, bo:

  • część sklepów brytyjskich nadal wysyła do UE na zasadzie DAP (dostawa nieopłacona – podatki i cło płaci odbiorca),
  • w ofertach na platformach marketplace bywa mieszanka sprzedawców z UK i z krajów UE – każdy rządzi się innymi zasadami,
  • towary magazynowane w UE, ale sprzedawane przez brytyjską firmę, mogą być wysyłane bez dalszej odprawy – kluczowe jest miejsce magazynu.

Dobrą praktyką jest sprawdzenie, skąd faktycznie wychodzi paczka – czy z magazynu w UE (np. w Niemczech, Holandii), czy bezpośrednio z Wysp Brytyjskich. To decyduje o tym, czy spotkasz się z odprawą celną i dodatkowymi opłatami.

Zakupy z Chin i globalnych marketplace’ów – masowa skala i szczególne zasady

Platformy typu marketplace z Azji i innych regionów (Chiny, Hongkong, Singapur) zmieniły rynek zakupów transgranicznych. Skala jest ogromna, a przepisy – zarówno po stronie UE, jak i państw pochodzenia – musiały się dostosować. Wprowadzono m.in. system IOSS (Import One Stop Shop), który umożliwia pobieranie VAT już na etapie zakupu dla przesyłek o niskiej wartości.

W praktyce wygląda to tak, że przy wielu ofertach widzisz cenę „z VAT” naliczonym przez platformę. VAT ten jest następnie raportowany i odprowadzany przez pośrednika, dzięki czemu przesyłka do pewnej wartości może przejść przez granicę bez dodatkowego naliczania podatku przez urząd celny. Nie oznacza to jednak, że każda oferta na takim portalu jest objęta IOSS. Część sprzedawców nadal wysyła paczki w tradycyjny sposób, licząc na to, że nie zostaną one skontrolowane.

Przy zakupach z Chin często dochodzi też do nieporozumień co do realnego miejsca wysyłki. Sprzedawcy podają „magazyn w UE”, a w rzeczywistości wysyłka startuje z Azji. Uczciwe platformy starają się to ograniczać, ale zawsze warto zweryfikować szczegóły oferty: czas dostawy, numer śledzenia, informację o pochodzeniu towaru i o tym, kto odpowiada za odprawę.

Jak sprawdzić, skąd faktycznie wysyłany jest towar

Aby uniknąć niespodzianek podatkowo–celnych, dobrze jest nauczyć się rozpoznawać źródło wysyłki. Można to zrobić kilkoma prostymi krokami:

  • sprawdzić w opisie produktu informację o magazynie („Ships from”, „Warehouse”, „Wysyłka z”),
  • zajrzeć do regulaminu platformy i sekcji o podatkach oraz cłach – często są opisane osobno zasady dla wysyłek z UE i spoza UE,
  • zwrócić uwagę na przewidywany czas dostawy – kilka dni zwykle oznacza magazyn w UE, kilka tygodni sugeruje przesyłkę z Azji,
  • przejrzeć opinie innych kupujących – często pojawiają się informacje, skąd przyszła paczka i czy były naliczone opłaty celne.
Osoba trzyma kartę płatniczą przed laptopem podczas zakupów online
Źródło: Pexels | Autor: Anna Shvets

Cło i VAT przy zakupach z zagranicy – kiedy zapłacisz więcej, niż widzisz w koszyku

Dlaczego cena „przy kasie” to dopiero początek

Kwota wyświetlana w koszyku zagranicznego sklepu to zazwyczaj tylko wartość handlowa towaru plus koszt wysyłki. Dla polskiego urzędu celno–skarbowego liczy się jednak coś innego: wartość celna, od której oblicza się należności importowe. W uproszczeniu jest to:

  • cena towaru (z rachunku/faktury),
  • powiększona o koszt transportu do granicy UE (często po prostu koszt wysyłki podany w zamówieniu),
  • czasem także o dodatkowe opłaty pobierane przed wprowadzeniem towaru do UE (np. ubezpieczenie przesyłki, jeżeli jest wyodrębnione).

Na tej podstawie system celny sprawdza, czy i jakie cło ma być naliczone, a następnie dolicza VAT. Z perspektywy kupującego oznacza to, że nawet „darmowa wysyłka” może okazać się tylko chwytem marketingowym – koszt transportu jest wtedy ukryty w cenie produktu, ale dla fiskusa nadal liczy się jako element wartości celnej.

Próg wartości a opłaty celne – kiedy urząd celny „odpuszcza”

System unijny przewiduje pewne progi, od których wchodzą w grę konkretne obowiązki. Zmieniały się one w ostatnich latach, dlatego wiele starszych poradników w internecie jest już nieaktualnych.

Najważniejsze zasady dla przesyłek prywatnych kierowanych do Polski:

  • VAT od importu nalicza się zasadniczo od każdej wartości – nie ma już ogólnego zwolnienia do niskich kwot, które kiedyś funkcjonowało dla małych przesyłek komercyjnych,
  • cło może nie być pobierane przy przesyłkach o niskiej wartości, ale zależy to od rodzaju towaru i precyzyjnych przepisów taryfowych,
  • dla prezentów wysyłanych prywatnie między osobami fizycznymi istnieją oddzielne zwolnienia (inne zasady niż dla zakupów w sklepach), ale muszą być spełnione konkretne warunki co do charakteru i wartości przesyłki.

Sklepy internetowe z Azji czy USA często próbują w opisach sugerować, że „paczka będzie oznaczona jako gift, więc nie zapłacisz podatków”. Taka deklaracja na etykiecie nie ma mocy magicznej: jeśli zawartość i kontekst wskazują, że to normalny zakup, urząd może potraktować to jak zwykły import, niezależnie od napisu „gift”.

Jak liczy się cło i dlaczego zależy od rodzaju towaru

Cło to nie jest jedna uniwersalna stawka. Każdy towar ma swój kod taryfy celnej (tzw. kod CN), przypisany do określonej kategorii. Dla jednych rzeczy będzie 0%, dla innych kilka lub kilkanaście procent. Przykładowo:

  • książki drukowane często mają stawkę celną 0% (formalnie nie ma więc cła, pozostaje VAT),
  • część elektroniki użytkowej ma niskie lub zerowe cło, ale wysoki VAT,
  • odzież czy obuwie potrafią mieć cło na poziomie kilku–kilkunastu procent.

Im wyższa wartość przesyłki i im „wrażliwsza” kategoria (np. tekstylia, obuwie, niektóre urządzenia), tym większa szansa, że cło zostanie naliczone. Stawkę sprawdza się w nomenklaturze scalonej (TARIC), do której dostęp jest publiczny – o tym za chwilę w praktycznej części.

VAT od importu – dlaczego obejmuje też koszt wysyłki

Podatek VAT przy imporcie jest liczony nie tylko od suchej ceny produktu. Dla urzędu istotne jest, ile realnie kosztuje sprowadzenie danego dobra do Polski. Dlatego podstawę opodatkowania stanowi:

  • wartość celna (cena towaru + transport + ewentualne ubezpieczenie),
  • powiększona o należne cło,
  • a czasem także o inne opłaty związane z wprowadzeniem towaru na teren UE, jeśli są znane w chwili importu.

Efekt jest taki, że zapłacony VAT obejmuje w praktyce również transport międzynarodowy. Dla wielu osób to zaskoczenie, bo „przecież podatek od towarów, a nie od wysyłki”. Tymczasem z punktu widzenia przepisów liczy się całkowity koszt sprowadzenia dobra na rynek unijny.

Rola platform typu IOSS – kiedy VAT płacisz „od razu”

System IOSS (Import One Stop Shop) wprowadzono po to, aby małe przesyłki do konsumentów w UE były obsługiwane prościej. Działa to w ten sposób, że:

  • sprzedawca lub platforma rejestruje się w systemie IOSS,
  • nalicza VAT w momencie zakupu, w walucie klienta,
  • przesyłka przechodzi granicę z oznaczeniem, że VAT został już pobrany i rozliczany będzie centralnie przez pośrednika.

Dla kupującego wygląda to jak „normalny VAT wliczony w cenę”, nawet jeśli paczka idzie bezpośrednio z Chin. Po stronie urzędu celnego taka przesyłka jest zwykle odprawiana szybciej, bo podstawowe należności podatkowe są już rozliczone. To jednak dotyczy wyłącznie przesyłek do określonej wartości i tylko wtedy, gdy sprzedawca faktycznie korzysta z IOSS. Pojedynczy sprzedawcy spoza dużych platform nierzadko tego nie robią.

Osoba płacąca kartą za zakupy online na laptopie przy drewnianym stole
Źródło: Pexels | Autor: Kindel Media

Jak samodzielnie oszacować cło, VAT i opłaty – praktyczny mini‑poradnik

Krok 1: Ustal, co naprawdę kupujesz i za ile

Na początek potrzebne są trzy liczby, bez których jakiekolwiek szacunki będą zgadywaniem:

  • cena towaru – najlepiej z potwierdzenia zamówienia lub faktury,
  • koszt wysyłki – nawet jeśli sprzedawca reklamuje ją jako „free shipping”, warto sprawdzić, czy w rozliczeniu nie ma pozycji odpowiadającej transportowi,
  • waluta płatności – aby później przeliczyć wszystko na złote według kursu celnego, a nie tylko kursu banku.

Przydatnym nawykiem jest zrobienie zrzutu ekranu z koszyka i warunków wysyłki. Jeśli później pojawi się spór o wartość, posiadanie takiej dokumentacji pozwala łatwiej wykazać prawdziwą cenę w urzędzie celnym, zamiast godzić się na „szacowanie z góry”.

Krok 2: Sprawdź, czy sprzedawca pobiera VAT z góry

Coraz więcej platform i sklepów wyraźnie informuje o tym, czy VAT jest pobierany przy kasie, czy zostanie naliczony dopiero w kraju odbiorcy. Można to wychwycić, zwracając uwagę na kilka elementów:

  • oznaczenie typu „VAT included”, „VAT already paid” dla dostaw do UE,
  • informacja o korzystaniu z IOSS lub analogicznych rozwiązań,
  • faktura lub rachunek zawierający pozycję „VAT” albo „tax” przypisaną do kraju odbiorcy (Polska lub ogólnie UE).

Jeżeli przy podsumowaniu zamówienia wyświetla się tylko „tax 0” albo żadna pozycja podatkowa, to znak, że urząd celny w Polsce może naliczyć VAT dopiero przy imporcie. Ta sama przesyłka może więc wyjść drożej, niż sugeruje cena „na stronie”, nawet jeśli sprzedawca zapewnia, że „nie będzie dodatkowych opłat”.

Krok 3: Odszukaj właściwą stawkę celną w systemie TARIC

Aby oszacować ewentualne cło, trzeba zidentyfikować kod taryfy celnej lub przynajmniej kategorię towaru. Można to zrobić na kilka sposobów:

  • skorzystać z wyszukiwarki TARIC dostępnej online i wpisać nazwę towaru po angielsku (np. „wireless headphones”, „leather shoes”),
  • sprawdzić, czy sprzedawca podaje w dokumentach numer HS (Harmonized System) – często pokrywa się on z kodem celnym lub ułatwia jego znalezienie,
  • podeprzeć się wyszukiwarkami celnymi przygotowanymi przez administrację krajową (polską lub innych państw UE), które tłumaczą klasyfikację na bardziej zrozumiały język.

System wyświetli konkretne pozycje taryfowe wraz ze stawką celną. Jeśli dla danej kategorii stawka wynosi 0%, można przyjąć, że przy imporcie w ruchu konsumenckim cło prawdopodobnie nie zostanie naliczone. Zawsze jednak zostaje jeszcze VAT – jego nie „wyzeruje” nawet najniższa stawka cła.

Krok 4: Przelicz wstępnie koszty na złote

Do zgrubnych obliczeń wystarczy zwykle kurs stosowany przez bank lub serwis płatniczy. Dla precyzyjnych wyliczeń urząd celny posługuje się kursem celnym, ustalanym na określony okres rozliczeniowy, ale dla konsumenta istotne jest przede wszystkim rząd wielkości.

Prosty schemat obliczeń wygląda tak:

  1. dodaj cenę towaru i koszt wysyłki (w walucie obcej),
  2. przelicz tę sumę na złote,
  3. oblicz cło: wartość w złotych × stawka celna (np. 5%),
  4. do wartości w złotych dolicz obliczone cło – otrzymasz wstępną podstawę dla VAT,
  5. od tej sumy policz VAT (np. 23%).

Do tak otrzymanego wyniku można doliczyć orientacyjną opłatę manipulacyjną operatora (kilkanaście–kilkadziesiąt złotych, zależnie od firmy i typu przesyłki). W efekcie dostaje się dość wiarygodny obraz, czy import wciąż jest opłacalny względem zakupu w polskim sklepie.

Krok 5: Uwaga na opłaty operatorów – poczta i kurierzy

Odprawą celną w praktyce zajmuje się najczęściej operator, który dostarcza przesyłkę: poczta lub firma kurierska. W zamian wystawia rachunek nie tylko za cło i VAT, ale również za swoje czynności. Najczęstsze modele rozliczeń to:

  • ryczałtowa opłata za przedstawienie przesyłki do kontroli celnej,
  • prowizja liczona jako procent od kwoty należności,
  • dodatkowe opłaty za wydłużone przechowywanie w magazynie celnym, jeśli odbiorca zwleka z decyzją.

Zdarzają się sytuacje, w których sama opłata operatora przewyższa kwotę naliczonego cła. Przy niedrogich towarach (np. drobnej elektronice, gadżetach) może to skutecznie „zabić” opłacalność całego zakupu. Przed złożeniem zamówienia opłaca się zajrzeć w cennik swojego przewoźnika i sprawdzić, ile kosztuje obsługa celna przesyłek spoza UE.

Przykładowe oszacowanie – uproszczony scenariusz

Wyobraźmy sobie, że kupujesz kurtkę w amerykańskim sklepie internetowym. Cena produktu: 100 jednostek waluty, wysyłka: 20, łączna kwota: 120. Przyjmijmy roboczo, że kurs daje około 4 zł za jednostkę, a stawka cła wynosi kilka procent.

W takim przypadku:

  • wartość towaru z wysyłką po przeliczeniu to ok. 480 zł,
  • cło (załóżmy orientacyjnie kilka procent) podnosi podstawę dla VAT,
  • VAT 23% jest liczony od wartości wraz z cłem,
  • na koniec dochodzi opłata operatora.

Łączny koszt może zbliżyć się do 600–650 zł, podczas gdy w polskim sklepie podobna kurtka kosztuje np. 550 zł z pełną rękojmią i łatwymi zwrotami. Niewielka z pozoru różnica kursowa lub rabat w zagranicznym sklepie przestaje robić wrażenie, gdy dołoży się do tego realne koszty importu.

Odprawa celna i losy przesyłki: co się dzieje z paczką po drodze

Od kliknięcia „kup” do pojawienia się przesyłki w Polsce

Z perspektywy kupującego wszystko wygląda prosto: zamówienie, płatność, numer śledzenia, oczekiwanie. Tymczasem w tle dzieje się całkiem dużo. Typowy łańcuch wygląda mniej więcej tak:

  1. sprzedawca nadaje paczkę w kraju wysyłki i przekazuje ją lokalnemu operatorowi,
  2. przesyłka trafia do sortowni, gdzie przygotowywana jest do transportu międzynarodowego (samolot, statek, transport kombinowany),
  3. po dotarciu do UE (często do dużego lotniska lub terminala morskiego) przekazywana jest do urzędu celno–skarbowego,
  4. w systemie pojawia się zgłoszenie celne – w imieniu odbiorcy składa je zazwyczaj poczta lub firma kurierska,
  5. urząd celny podejmuje decyzję: zwolnić, skontrolować bardziej szczegółowo, zażądać dodatkowych dokumentów.

Dopiero po pozytywnym zakończeniu odprawy paczka wraca na „zwykły” tor przesyłek krajowych. Wtedy kurier lub listonosz może ją doręczyć, pobierając przy okazji naliczone należności.

Zgłoszenie celne – kto je składa i co w nim jest

Zgłoszenie celne to formalny dokument, który opisuje przesyłkę dla administracji. Zawiera m.in.:

  • dane nadawcy i odbiorcy,
  • opis towaru (czasem bardzo ogólny, np. „clothes”, „electronics”),
  • deklarowaną wartość i walutę,
  • Jak urząd celny ocenia przesyłkę i skąd biorą się rozbieżności w wartości

    Urzędnik nie ogląda każdej paczki z osobna, ale gdy przesyłka zostanie „wytypowana” do dokładniejszej analizy, w grę wchodzi kilka źródeł informacji. Najczęściej są to:

  • deklaracja nadawcy na etykiecie celnej (np. CN22, CN23),
  • dane przesłane elektronicznie przez operatora (opis towaru, zadeklarowana wartość, numer IOSS, jeśli jest),
  • statystyki i doświadczenie – np. typowe wartości dla danego rodzaju towaru,
  • dodatkowe dokumenty dosyłane przez odbiorcę: potwierdzenie płatności, faktura, zrzut ekranu z zamówienia.

Gdy deklarowana wartość wydaje się zaniżona (np. smartfon opisany jako „gift, 10 USD”), urząd może:

  • poprosić o uzupełnienie dokumentów i wyjaśnienia,
  • oszacować wartość samodzielnie – na podstawie danych rynkowych,
  • zatrzymać przesyłkę do czasu wyjaśnienia, a w skrajnych przypadkach ją zatrzymać lub wszcząć postępowanie karno–skarbowego.

Dla kupującego kluczowe jest, aby przedstawione dokumenty były spójne: ta sama kwota na potwierdzeniu płatności i w zamówieniu, sensowny opis towaru zamiast ogólnikowego „sample” lub „gift”. Próby „oszczędzania” na cłach fikcyjnymi deklaracjami najczęściej kończą się dłuższym oczekiwaniem i nerwami.

Kontrola fizyczna przesyłki – kiedy paczkę się otwiera

Nie każda paczka trafia na stół do kontroli, ale gdy system wytypuje przesyłkę lub opis budzi wątpliwości, urząd może ją otworzyć. Dzieje się to w obecności przedstawiciela operatora, który potem ponownie zabezpiecza przesyłkę.

Podczas takiej kontroli sprawdzane są m.in.:

  • zgodność zawartości z deklaracją (czy „t-shirt” faktycznie jest koszulką, a nie elektroniką wysokiej wartości),
  • ilość sztuk – aby ocenić, czy to zakup na własny użytek, czy już „pół hurtowni”,
  • oznaczenia produktu – certyfikaty, znaki ostrzegawcze, parametry techniczne.

Po kontroli na paczce zwykle pojawia się taśma lub naklejka z informacją, że była otwierana przez służby celne. Samo otwarcie nie oznacza jeszcze problemów; często to jedynie rutynowe sprawdzenie losowo wybranej partii przesyłek z danego kraju lub z określonej kategorii towarów.

Dokumenty, o które odbiorca może zostać poproszony

Kiedy urząd celny albo operator ma wątpliwości co do wartości lub rodzaju towaru, kontaktuje się z odbiorcą. Zwykle prosi o przesłanie w formie elektronicznej kilku podstawowych dokumentów:

  • potwierdzenia zapłaty (np. z banku, PayPala, serwisu płatniczego),
  • faktury lub rachunku ze sklepu – nawet w formie pliku PDF lub zrzutu ekranu,
  • linku do oferty sklepu, jeśli jest jeszcze aktywna,
  • krótkiego wyjaśnienia, co to za towar i do czego służy, gdy opis na etykiecie jest zbyt ogólny.

Im szybciej takie materiały zostaną dostarczone, tym sprawniej przebiega odprawa. Zdarza się, że opóźnienia wynikają nie z „wolnego urzędu”, ale z kilku dni czekania na odpowiedź klienta, który nie zagląda do skrzynki e‑mailowej albo ignoruje SMSy od kuriera.

Scenariusze po decyzji urzędu: zwolnienie, dopłata, zwrot lub zniszczenie

Po przeanalizowaniu zgłoszenia i ewentualnych dokumentów urząd celny podejmuje decyzję. W praktyce spotyka się kilka typowych scenariuszy:

  • zwolnienie bez należności – gdy towar korzysta ze zwolnienia z cła i VAT (np. niektóre przesyłki o bardzo niskiej wartości albo objęte specyficznymi procedurami),
  • naliczenie VAT i/lub cła – operator pobiera należności przy doręczeniu albo przed wydaniem paczki z magazynu,
  • zatrzymanie towaru – w razie zakazu wwozu (np. podróbki, niektóre kosmetyki, leki, towary niebezpieczne),
  • propozycja zwrotu do nadawcy – gdy odbiorca nie chce lub nie może pokryć należności albo towar wymaga zezwoleń, których nie posiada.

W skrajnych przypadkach, gdy przesyłka zawiera podróbki znanych marek, towar bywa niszczony na koszt nadawcy albo w ramach postępowania. Dla kupującego oznacza to utratę pieniędzy i braku towaru, a próby wyegzekwowania czegokolwiek od anonimowego sprzedawcy z marketplace’u są najczęściej bezskuteczne.

Co jeśli nie zgadzasz się z naliczeniem cła lub VAT

Odbiorca nie jest całkowicie bezbronny wobec błędnych – w jego ocenie – wyliczeń. Istnieją mechanizmy odwoławcze, choć wymagają one odrobiny cierpliwości i dokumentacji.

Podstawowe możliwości to:

  • prośba o korektę – gdy np. do naliczenia podatku przyjęto błędny kurs lub wartość nie uwzględnia rabatu; do wniosku dołącza się dowody zakupu i płatności,
  • odwołanie od decyzji – formalny środek prawny, gdy nie zgadzasz się np. z przyjętym kodem taryfy celnej (a więc i stawką cła).

W praktyce, przy niewielkich kwotach wielu konsumentów rezygnuje z walki, bo nakład czasu przerasta potencjalną oszczędność. Ma sens reagować szczególnie wtedy, gdy błąd jest oczywisty (np. mylne zaklasyfikowanie butów jako towaru o znacznie wyższej stawce cła) albo sprawa dotyczy drogiego sprzętu.

Odbiór przesyłki z należnościami – jak wygląda finalny etap

Gdy odprawa jest zakończona, paczka wraca do normalnego obiegu. Z punktu widzenia odbiorcy przebieg końcówki procesu bywa różny, zależnie od operatora.

W najprostszym wariancie:

  • kurier lub listonosz doręcza przesyłkę „za pobraniem” obejmującym cło, VAT i opłatę za obsługę celną,
  • odbiorca płaci gotówką lub kartą przy doręczeniu,
  • po zapłacie paczka jest wydawana, a na potwierdzeniu lub osobnym dokumencie widnieje rozbicie kwot (np. osobno VAT, osobno opłata operatora).

Coraz częściej firmy kurierskie stosują model przedpłaty: wysyłają SMS lub e‑mail z linkiem do płatności online. Po jej uregulowaniu paczka jest doręczana już bez dodatkowych formalności. Jeśli odbiorca nie zapłaci w określonym terminie, przesyłka wraca do magazynu lub do nadawcy.

Zakupy spoza UE a produkty zakazane i ograniczone

Nie wszystkie towary można ot tak zamówić przez internet i wwieźć do kraju. Oprócz stawek cła i VAT istnieją kategorie produktów objętych zakazami lub dodatkowymi wymogami. Na tej liście znajdują się m.in.:

  • broń, amunicja, niektóre części broni oraz akcesoria taktyczne,
  • niektóre leki, suplementy, wyroby medyczne bez dopuszczenia na rynek UE,
  • produkty pochodzenia zwierzęcego (np. żywność, niektóre skóry, wyroby z rzadkich gatunków),
  • urządzenia nadawcze radiowe bez certyfikacji lub o mocach przekraczających normy,
  • wyroby tytoniowe i alkohol w ilościach wykraczających poza limity dla podróżnych.

W przypadku takich produktów przesyłka może być zatrzymana niezależnie od tego, czy zapłacisz cło i VAT. Do niektórych kategorii potrzebne są osobne zezwolenia (np. od inspekcji sanitarnej, weterynaryjnej, UKE). Dla zwykłego konsumenta prostą zasadą jest: jeśli dany towar w Polsce w sklepie stacjonarnym wymaga specjalnego pozwolenia, recepty lub rejestracji – jego import „na własną rękę” zwykle też.

Produkty podrobione i naruszenia własności intelektualnej

Platformy sprzedażowe są pełne towarów stylizowanych na znane marki. Z punktu widzenia celnika sprawa jest prosta: jeśli istnieje podejrzenie, że produkt jest podróbką, może on zostać zatrzymany. Prawdziwy właściciel marki bywa informowany, a przesyłka nie dociera do odbiorcy.

Ryzyko jest dwojakie:

  • utrata towaru i pieniędzy – paczka nie zostanie wydana,
  • możliwość postępowania z udziałem właściciela marki, który może dochodzić roszczeń cywilnych.

Nawet jeśli w praktyce konsekwencje wobec pojedynczego konsumenta są ograniczone, „okazyjne” zamówienia podrabianych sneakersów czy torebek kończą się często po prostu konfiskatą. Czasem sprzedawca obiecuje w takiej sytuacji zwrot kosztów, lecz przy nieznanych sklepach lub sprzedawcach z marketplace’ów trudno na to liczyć.

Problemy z dostawą a ochrona kupującego na platformach

Na dużych platformach (np. międzynarodowych marketplace’ach) oprócz przepisów celnych działa jeszcze wewnętrzny system ochrony kupującego. Przydaje się wtedy, gdy:

  • przesyłka w ogóle nie dociera,
  • towar dociera, ale jest uszkodzony lub istotnie inny niż opisany,
  • sprzedawca obiecywał „bez dodatkowych opłat”, a mimo to operator żąda dopłaty, której nie chcesz pokrywać.

Standardowa procedura obejmuje otwarcie „sporu” (dispute) w systemie platformy. Kupujący opisuje problem, załącza zdjęcia, korespondencję z kurierem lub sprzedawcą. Gdy sprzedawca nie rozwiąże sytuacji, do gry wchodzi obsługa platformy, która może przyznać częściowy lub pełny zwrot kosztów.

Trzeba jednak mieć świadomość ograniczeń: platforma nie cofnie decyzji urzędu celnego. Może co najwyżej zrekompensować kupującemu poniesione koszty (gdy regulamin tak przewiduje) lub uznać, że sprzedawca wprowadził w błąd, zaniżając wartość lub nie informując o potencjalnych opłatach.

Zwroty towarów kupionych za granicą – teoria a praktyka

Na terenie UE konsument ma prawo odstąpić od umowy zawartej na odległość w ciągu 14 dni (z wyjątkami, np. dla towarów personalizowanych, szybko psujących się itp.). To prawo działa również przy zakupach u sprzedawców z innych krajów UE, choć problemem bywa sama logistyka zwrotu.

Kluczowe kwestie to:

  • kto pokrywa koszt odesłania – jeśli sprzedawca nie zgodził się wcześniej wziąć go na siebie, zwykle spada na kupującego,
  • forma zwrotu – sklep może wymagać określonego sposobu odesłania (np. z konkretną etykietą lub przez wybranego przewoźnika),
  • czas zwrotu pieniędzy – zgodnie z prawem z reguły do 14 dni od odstąpienia od umowy, ale sprzedawca może wstrzymać się do momentu otrzymania towaru.

W przypadku zakupów spoza UE sytuacja jest bardziej skomplikowana. Lokalne regulacje sprzedawcy mogą przewidywać krótsze terminy lub węższy zakres praw konsumenta, a do tego dochodzi ryzyko ponownego naliczenia cła i VAT przy odsyłaniu produktu (jeśli zwrot nie zostanie prawidłowo oznaczony i udokumentowany).

Jak wygląda zwrot z punktu widzenia odprawy celnej

Jeśli towar, od którego naliczono cło i VAT, wraca do sprzedawcy poza UE, teoretycznie możliwy jest zwrot zapłaconych należności. W praktyce wymaga to jednak przeprowadzenia dodatkowej procedury:

  • udokumentowania pierwotnego importu (decyzja celna, dowód zapłaty cła i VAT),
  • wykazania, że towar faktycznie wyjechał z UE jako zwrot (dokumenty przewozowe, potwierdzenie nadania, czasem potwierdzenie przyjęcia przez sprzedawcę),
  • złożenia odpowiedniego wniosku do urzędu celnego w określonym terminie.

Przy niedrogich zakupach koszt i wysiłek przewyższa często potencjalny zwrot podatków. Procedura ma sens przy droższych sprzętach albo wtedy, gdy zwrot z przyczyn leżących po stronie sprzedawcy jest masowy (np. wada seryjna dużej partii produktów).

Spory transgraniczne – kiedy w grę wchodzi prawo unijne

Jeśli sprzedawca ma siedzibę w UE, kupującemu pomagają nie tylko ogólne przepisy o rękojmi i odstąpieniu od umowy, ale także europejskie mechanizmy rozwiązywania sporów. Istnieją m.in.:

  • platforma ODR (Online Dispute Resolution) – narzędzie do prowadzenia sporów online między konsumentami a firmami z UE,
  • organizacje konsumenckie zajmujące się transgranicznymi sprawami (sieć ECC-Net),
  • uproszczone procedury sądowe dla drobnych roszczeń transgranicznych.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy muszę płacić cło i VAT przy zakupach w zagranicznych sklepach internetowych?

Jeśli kupujesz w sklepie zlokalizowanym w Unii Europejskiej i towar jest wysyłany z magazynu w UE, cła nie ma w ogóle, a VAT jest już wliczony w cenę. Płacisz więc dokładnie to, co widzisz na stronie, bez dodatkowych podatków przy odbiorze.

Przy zakupach spoza UE (np. Chiny, USA, Wielka Brytania) sytuacja się zmienia. Możesz mieć naliczone:

  • cło – w zależności od rodzaju i wartości towaru,
  • polski VAT od importu,
  • opłatę za odprawę celną pobieraną przez pocztę lub kuriera.

To właśnie te dodatkowe koszty często „zjadają” początkową różnicę w cenie.

Jak sprawdzić, czy sklep lub sprzedawca jest z UE, czy spoza UE?

Najprostszy trop to informacja o magazynie i wysyłce. W opisie produktu albo w regulaminie szukaj wzmianki typu „shipping from EU”, „wysyłka z magazynu w Polsce/Niemczech/Czechach” lub konkretnego kraju spoza UE (China, UK, US). Sam język polski na stronie czy domena .pl/.eu niczego nie gwarantują.

Pomaga też sprawdzenie danych firmy w regulaminie: adres siedziby, numer VAT, kraj rejestracji. Jeśli nigdzie nie ma jasnych danych o lokalizacji ani magazynie, trzeba się liczyć z tym, że faktycznie to import z kraju trzeciego, z pełnym pakietem formalności i podatków.

Co to znaczy „free shipping” przy zakupach z Chin czy USA? Czy to znaczy brak cła i VAT?

„Free shipping” oznacza zazwyczaj brak kosztu wysyłki pobieranego przez sprzedawcę, a nie brak jakichkolwiek opłat. Paczka może dotrzeć do Polski bez opłaty za transport, ale na granicy urząd celny nadal może naliczyć cło i VAT oraz pojawi się opłata za obsługę odprawy.

Dlatego przy „darmowej dostawie” z krajów spoza UE trzeba brać pod uwagę, że:

  • transport jest darmowy tylko do granicy UE,
  • podatki i cło liczone są osobno, niezależnie od tego, co widzisz w koszyku,
  • kurier lub poczta mogą doliczyć własną prowizję za formalności.

Dopiero suma wszystkich elementów pokazuje realną cenę zakupu.

Jak wygląda zwrot towaru do zagranicznego sklepu? Czy to się w ogóle opłaca?

W obrębie UE zwroty są stosunkowo proste: masz prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość (zwykle 14 dni), a przesyłka wraca do innego kraju UE bez odprawy celnej. Koszt wysyłki bywa wyższy niż krajowy, ale nadal zwykle akceptowalny.

Przy zwrotach do Chin, USA czy Wielkiej Brytanii sytuacja jest znacznie trudniejsza. Wysyłka międzynarodowa w jedną stronę potrafi kosztować tyle, co sam produkt w promocji, do tego dochodzi ryzyko opóźnień i problemów z odprawą. Wiele osób w praktyce rezygnuje ze zwrotu tanich rzeczy, bo przewyższa on ich wartość.

Jak bezpiecznie płacić w zagranicznych sklepach, żeby nie stracić pieniędzy?

Najbezpieczniej korzystać z metod płatności, które dają możliwość odzyskania środków, jeśli coś pójdzie nie tak. Dobrą ochronę zapewniają:

  • płatności kartą z usługą chargeback (reklamacja transakcji w banku),
  • uznani pośrednicy płatności (np. PayPal, duże systemy płatności marketplace’ów),
  • metody „escrow” na platformach – pieniądze trafiają do sprzedawcy dopiero po potwierdzeniu odbioru.

Unikaj przelewów bezpośrednich na zagraniczne konto, kryptowalut i mało znanych bramek płatności, bo potem praktycznie nie ma jak odzyskać pieniędzy.

Skąd mam wiedzieć, czy oferta z zagranicy naprawdę się opłaca po doliczeniu wszystkich kosztów?

Najprostszy sposób to policzyć wszystko krok po kroku i porównać z ceną w polskim sklepie. Weź pod uwagę:

  • cenę produktu w walucie obcej i kurs przewalutowania (często z prowizją banku),
  • możliwy VAT i cło,
  • opłaty za odprawę celną,
  • ewentualny koszt trudnego zwrotu lub naprawy gwarancyjnej.

Dobrym nawykiem jest założenie „bufora” – np. dodać sobie kilka–kilkanaście procent do ceny z koszyka na nieprzewidziane opłaty. Jeśli nawet wtedy oferta jest korzystna i godzisz się na dłuższy czas oczekiwania, zakup zwykle ma sens.

Co zrobić, jeśli towar z zagranicznego sklepu nie dotarł albo jest niezgodny z opisem?

Pierwszy krok to zawsze kontakt ze sprzedawcą lub platformą (w centrum sporów lub poprzez system wiadomości). Na dużych marketplace’ach działają programy ochrony kupujących, które pozwalają żądać ponownej wysyłki lub zwrotu pieniędzy, jeśli towar nie doszedł albo jest wyraźnie inny niż w ofercie.

Jeśli płaciłeś kartą lub przez zaufanego pośrednika płatności, masz dodatkowe narzędzia: reklamację transakcji w banku (chargeback) lub spór w systemie płatności. Przy zakupach bezpośrednio poza UE dochodzenie roszczeń w sądzie jest w praktyce nierealne, dlatego tak ważne są właśnie te „finansowe” formy ochrony.

Najważniejsze wnioski

  • Niska cena „na ekranie” to często iluzja – po doliczeniu cła, VAT, opłat za odprawę celną i przewalutowanie zagraniczna okazja potrafi kosztować tyle samo lub więcej niż zakup w Polsce.
  • Zakupy w UE są znacznie prostsze i bezpieczniejsze: nie ma cła, VAT jest już w cenie, a jednolite przepisy unijne gwarantują prawo do zwrotu, jasne zasady reklamacji i mocniejszą ochronę konsumenta.
  • Przy zamówieniach spoza UE każdy etap generuje ryzyko: od możliwości naliczenia cła i polskiego VAT, przez dodatkowe opłaty kuriera, aż po praktyczne trudności z dochodzeniem roszczeń przeciwko sprzedawcy z innego kontynentu.
  • „Polski” interfejs serwisu nie oznacza jeszcze, że kupujemy w UE – kluczowe jest faktyczne miejsce sprzedawcy i magazynu; jeśli to kraj trzeci, transakcja jest traktowana jak klasyczny import.
  • Najczęstsze rozczarowania to długie terminy dostawy, nieprzewidziane dopłaty przy odprawie, kosztowne lub wręcz nieopłacalne zwroty oraz gorsza jakość anonimowych, bardzo tanich produktów.
  • Ryzyka finansowe i prawne idą w parze z ryzykiem dla danych – płacenie kartą na słabo zabezpieczonych, mało znanych stronach zwiększa szansę wycieku danych czy nieautoryzowanych obciążeń, dlatego szczególne znaczenie mają pośrednicy płatności i mechanizmy typu chargeback.
Poprzedni artykułCashback dla nowych vs stałych użytkowników: gdzie są lepsze stawki?
Wojciech Kaczmarek
Wojciech Kaczmarek pisze o strategiach zakupowych i sezonowości promocji, pomagając czytelnikom planować wydatki z wyprzedzeniem. W CupoConcept.pl analizuje cykle wyprzedaży, typowe mechanizmy podbijania cen przed akcjami oraz różnice między promocjami w sklepach i na marketplace’ach. Opiera się na obserwacji rynku, danych z porównywarek i własnych zakupach testowych, dzięki czemu wskazówki są możliwe do zastosowania od razu. Zwraca uwagę na koszty ukryte, warunki dostawy i wiarygodność sprzedawców.